Na ulicy Wajdeloty już nigdy nie zapachnie słodem…

Do niniejszego fotoreportażu na temat rewitalizacji ulicy Wajdeloty we Wrzeszczu sprowokował mnie komentarz do poprzedniego reportażu.  Rozżalony Czytelnik andy napisał:

„…i jak ma być dobrze skoro są równi i równiejsi…?  Kamienice ,  które w ramach własnych środków, wysiłkiem mieszkańców ( płacących zresztą podatki do tego samego miasta co inni) zostały odnowione lub wykonano w nich izolacje przeciw wilgoci ( bez złotówki dotacji ze strony gminy) zostaną potraktowane po macoszemu!!   Piękne kamienne stopnie nie dla wszystkich!  Miasto zaoszczędziło dzięki nam i zupełnie zlekceważyło przy modernizacji ulicy . Efekt będzie taki, że oczekiwanej jakości nie będzie, każdy zrobi lub nie , na miarę swoich możliwości ….a nowa Wajdeloty będzie jak przed rewitalizacją pełna niedoróbek i byle jaka!! Ale miasto się stara.. oj jak się stara !!!”

Postanowiłam sprawdzić na miejscu jak się sprawy mają.

Rondo

Ogołocone rondo

Spodziewałam się większej ruiny niż poprzednio, ale zasypanie wąwozu pod ogromne rury bypassu dla Strzyży i usunięcie usypisk na rondzie spowodowały, że nie było widać poprzedniej katastrofy, lecz zwykły przy takich remontach rozgardiasz.

Po tych ogólnych oględzinach zajęłam się obserwacją pracowników.  Można ich było podzielić na dwie grupy.

Pierwszą stanowili starsi, którzy bardzo ciężko „pracowali”, podpierając mury secesyjnej kamienicy i popijając moczopędne płyny, co można było poznać po tym, że co jakiś czas ktoś odrywał się od grupy i biegł do  zgrabnych, błękitnych budek TOI  ustawionych za drucianym ogrodzeniem.

Grupa pierwsza

Grupa pierwsza

Owe budki, to jedyne, acz najbardziej potrzebne zaplecze socjalne dla pracowników.    Grupa miała zapewne duże doświadczenie zdobyte podczas rewaloryzacji innych ulic Trójmiasta i wiedziała, że najpierw należy drobiazgowo omówić każdy szczegół  prac. Młodsi pracownicy  nie mieli o tym pojęcia.  Niestety, warunki socjalne dla pracowników uczestniczących w tej zaciekłej debacie, zgoła nie istniały. Inwestor nie zadbał o stoliki, bodaj twarde gięte krzesła, ani też nie ufundował pizzy z pobliskiej pizzerii i pracownicy musieli ją kupować za własne, ciężko zarobione pieniądze…  Dyskusja trwała i trwała, z każdą godziną termin zakończenia prac rewaloryzacyjnych stawał się coraz bardziej mglisty, zaś przyszły poślizg widać było wyraźnie jak na dłoni. Zanosiło się na to, że dyskusja nie wygaśnie do wieczora, więc poszłam dalej, by obserwować grupę drugą, składającą się z młodych i niedoświadczonych pracowników.

Grupa druga

Grupa druga

Młodzi ciężko pracowali.  Kiedy ich zapytałam jak to będzie z pięknymi kamiennymi stopniami przed wejściami do wszystkich kamienic i do sklepów, odpowiadając na moje pytanie nawet nie odrywali wzroku od brukowych kamieni, którymi pieczołowicie wykładali przyszły chodnik.  Myślę, że niebawem nauczą się od starszych jak należy „pracować”.  Młodzież mamy zdolną…

K800_geodeta

Geodeta

Był jeszcze pracownik, którego w myślach nazwałam „osobnym”.

To geodeta.  Zrektyfikował  libellę w swoim niwelatorze czy też teodolicie (jeśli ten nowoczesny sprzęt posiada jeszcze libellę) i przez lunetę, bardzo wnikliwie oglądał zgrabne „laski” rączo przebiegające w polu widzenia.  Zorientowałam się w jego przyjemnej „pracy” dopiero wtedy, gdy zauważyłam, że luneta jest nastawiona nie na mierniczą łatę lecz w zupełnie innym kierunku….

 

K800_dawne schodki

Stare schodki w stanie rozpadu

K800_kamienne schodki

Nowe schodki i podjazd dla wózków

Najważniejszego dowiedziałam się jednak od młodzieży grupy drugiej.  Poinformowali mnie, że przy montowaniu pięknych kamiennych schodków, nie pominie się żadnej kamienicy, o czym z radością śpieszę powiadomić andy’ego.  Może niepotrzebnie na zapas się denerwował?  A może zapewnienie jakie otrzymałam jest efektem zaciekłej walki o równe traktowanie, stoczonej przez andy’ego i innych mieszkańców ulicy Wajdeloty?

Będąc na Wajdeloty nie mogłam sobie odmówić obejrzenia wystawy sklepu z artykułami metalowymi.  Poczynając od 1945 roku, przez wiele następnych lat, pożal się Boże „wystrój” wystawy pozostawał niezmienny.  To była jedyna wystawa, przy której zatrzymywałam się, biegnąc po chleb do piekarni na rondzie. Wtedy wydawała mi się bardzo interesująca…  Chciałam sprawdzić co w dzieciństwie tak mnie w tej wystawie urzekło.  Sierp?  Raszpla?  Ocynkowane wiadro?  Konewka?  Metalowa tara do prania?  Teraz byłyby to eksponaty niemal muzealne.  Nikt o  tym nie pomyślał.  Rozczarowałam się, widząc przez szybę piękne modele żaglowców…  Po moim dzieciństwie nie zostało ani śladu…  Piekarni przy rondzie też już nie ma…  A co najgorsze – boli serce po starym kasztanowcu…

K800_na miejscu teatru

Zamiast teatru – „obiekt”

Poszłam dalej.  Znów usunięto kawał mojego dzieciństwa i młodości…  Obok dworu Kuźniczki ( była tam chińska restauracja  „Lotos”) nie ma już ulubionego przez nas teatru , gdzie chodziliśmy na jasełka, na „Krakowiaków i górali” , a wraz z teatrem znikła scena, na której moja licealna klasa zainscenizowała piękny wieczór mickiewiczowski.  Na miejscu niezapomnianego teatru rośnie obiekt biurowo-handlowo-usługowy –  szkło, nikiel, blichtr, żadnych związków uczuciowych.  Został „park Kuźniczki”, słabo przypominający nasz kochany „ogródek jordanowski”.  Jak widać,  nazwa tego niewielkiego spłachetka zieleni również się zmieniła…

Dno stawu to wielki plac budowy

Dno stawu to plac budowy

Został staw!

Jaki staw?  Nie ma  żadnego stawu…!

Nie ma naszej zimowej ślizgawki…!

Na dnie stawu wielki plac budowy.  Powstaje tu nowa galeria usługowo-handlowa „Metropolia”, zaś na terenie staruszka browaru osiedle na 1000 mieszkań.

Na ulicy Wajdeloty już nigdy nie zapachnie słodem…deadlinedeadline

deadlinedeadlinedeadlinedeadlinedeadlinedeadline

3 komentarze to “Na ulicy Wajdeloty już nigdy nie zapachnie słodem…”

  1. Przemek | 19 października 2013 o 18:55

    Trudno powiedzieć przed zakończeniem robót, jaki będzie wygląd ulicy, ale nie będzie ona tą, którą kochaliśmy.

    • Hania | 20 października 2013 o 06:25

      To, co się kocha zwykle odchodzi. Zostają tylko wspomnienia i nostalgia.

  2. Lech Filipiak | 3 listopada 2013 o 22:55

    Wajdeloty? Hm, to najpewniej tam byłem dziecięciem będąc z moją rodzicielką jakieś 45 lat temu z okładem na tzw. wywczasach. Pamiętam stare odrapane kamienice, które pewnie mimo tego zewnętrznego odarcia tkwiły mocno w przedwojennych posadach. Twoje mieszkanie pełne gdańskich mebli, wyprawy nad morze z Przemkiem, który wbrew letniej gorącej pogodzie i mimo rąk załamywanych przez najbliższych chodził we flanelowej koszuli i długich spodniach. To niedużo. Ale byłem tylko dziecięciem. Rozumiem jednak ten sentyment do dawnych miejsc. Rozumiem, bo o Wilnie u mnie w domu trwała niekończąca się opowieść.

Dodaj komentarz

Cytaty

css.php