Moja nowa ulica Wajdeloty

Dostałam od znajomej pocztę na temat rewaloryzacji ulicy Wajdeloty.  Po przeczytaniu ogarnął mnie smutek. To nie rewaloryzacja lecz „rewandalizacja”, skoro wyrąbano kasztanowiec na rondzie  – jedyne drzewo ratujące zielony honor ulicy!  Bałam się tam pojechać, by zobaczyć tę masakrę.  Kiedy robiłam zdjęcia do artykułu „Moja ulica Wajdeloty”  nie przypuszczałam, że zdjęcie kasztanowca robię po raz ostatni, i że tak prędko stanie się ono zdjęciem historycznym.  Drzewa powinny umierać stojąc, w przeciwnym razie jest to eutanazja bez ich zgody czyli najzwyklejsze morderstwo – tak właśnie sobie myślałam, używając drastycznych słów.

Już zima się spakowała, a tu nowa dostawa śniegu.  Sypie i sypie.  Dobrze, że zanim zaczął padać zdążyłam pojechać na Wajdeloty, by ją, ciężko poranioną, zobaczyć i sfotografować.  Obraz porównany z wyobrażeniem jakie miałam, był dalece gorszy.

IMG_3592Idąc od ulicy IMG_3593Grażyny w kierunku ronda, prace „rewandalizacyjne” zaczynały się tuż przed „moim” domem.  Głęboki wykop ciągnął się wzdłuż piwnic, odkryto fundamenty i położono drewniane mostki nad głębokimi wykopami,  prowadzące do drzwi wejściowych.

Wykopy zabezpieczono metalowymi siatkami.  Mam nadzieję, że mimo tych zabezpieczeń i tak w głębokich wykopach wyginą menele, których tu w bród.

IMG_3597Wąskim przesmykiem wzdłuż kamienicy nr.7, gdzie do dziś mieszka moja koleżanka z dzieciństwa Hania M., udałam się w stronę ronda.  Dom pod siódemką, to jedyne miejsce, które nieco podniosło mnie na duchu.  Zapewne elewację kamienicy odnowili własnymi finansowymi siłami lokatorzy.  Jest to tak zwana „wspólnota mieszkaniowa”, chyba jedyna na tej ulicy prężna i zapobiegliwa.  To zasługa Hani , która od lat walczy o to, by Wajdeloty stała się ulicą piękną i czystą.  Wszyscy inni mieszkańcy już dawno złożyli broń, tylko ona – samotny Don Kichot, walczyła z wiatrakami.  Jej cierpliwość i determinacja doprowadziły wreszcie do tego, że władze miasta spowodowały przeniesienie kontenerów ze śmieciami z ulicy na podwórka, tam, gdzie stały odkąd sięga moja pamięć. Jeszcze do niedawna wiatr roznosił śmiecie po całej ulicy, która wyglądała jak wielkie miejskie wysypisko. Po otrzymaniu unijnych dotacji z Brukseli, zabrano się też za rewaloryzację ulicy.
IMG_3595Naprzeciwko sklepu żelaznego, środek jezdni zamienił się w bardzo głęboki wykop, przypominający koryto sporej rzeki.  To robota wielkiej koparki, którą zobaczyłam w tle.  Dnem wykopu biegnie już część potężnej rury, która ma stanowić „bypass” dla Strzyży.

Rondo okazało się tylko wspomnieniem… Wyrosły tu prawdziwe Alpy.  Potężne usypiska ziemi piętrzyły się w słońcu.  Były ogromne i z mojej perspektywy zasłaniały ulicę kiedy patrzyłam w kierunku dworca i „mojego” domu.  Krajobraz był tak zmieniony, że dosłownie nic nie przypominało tamtego, który tkwił pod powiekami.  I stało się coś przedziwnego – zupełnie nie odczułam straty ukochanego kasztanowca…  bo to było jakieś inne, nieznane mi miejsce, inna, obca  kraina.  Nie kojarzyło się z niczym. co znałam od dzieciństwa, co kochałam, co pojawiało się w moich snach kiedy byłam daleko.  Ot, jakiś zwykły plac budowy, który czyni w mieście zamęt i bałagan.

IMG_3604Dom z wieżyczką widoczny na zdjęciu po lewej, zawsze chował się za kasztanowcem i nigdy nie można było zobaczyć go z oddalenia w pełnej krasie.  Teraz stał obnażony jakby mu czegoś brakowało… Dopiero kiedy to zauważyłam, zrozumiałam, że zawsze jego maleńkie fragmenty migały między poruszającymi się liśćmi kasztanowca.  Przypomniał mi się też sen – siedziałam w cieniu tego drzewa z bratem, który właśnie przyjechał na krótko z Kanady, czułam na plecach ciepło słońca, patrzyliśmy na sklep z napisem „Zioła”, gdzie kiedyś była piekarnia, do której chodziliśmy po chleb.  Wspominaliśmy długie kolejki i kolejkowe awantury, kiedy ktoś na siłę wpychał się naprzód, by szybciej znaleźć się przy ladzie.

IMG_4807
No cóż, dziś, by wskrzesić kasztanowiec, mogę popatrzeć na fotografię po prawej, która ilustruje mój artykuł do dwumiesięcznika „30dni” – zdjęcie  niestety archiwalne… Nic nie poradzę, że łza się w oku kręci…

IMG_3626Kiedy tylko ogarnia mnie chandra, natychmiast zajadam ją słodyczami.  Zawróciłam i wprost z ronda udałam się do cukierni Paradowskiego… Po drodze znana jezdnia, na której od czasu do czasu spod współczesnego asfaltu wyłaniają się kocie łby pamiętające międzywojnie lub jeszcze wcześniejsze czasy.  Ta jezdnia zamiast złościć – wzrusza…   Do dziś jeszcze mam w uszach łomot olbrzymich baniek z mlekiem zrzucanych z platformy zaprzężonej w dwa płowe perszerony. O szóstej rano, a może i wcześniej, uderzały w kocie łby  przed mleczarnią, zrywając nas na równe nogi…

IMG_3624
I już cukiernia, pełna najlepszych na świecie słodkości.  Najlepszych, bo przypominających tamte robione za czasów ojca dzisiejszego właściciela…

Tym słodkim akcentem chcę zakończyć mój drugi fotoreportaż z Wrzeszcza.  Po zjedzeniu ciasteczka wróciła nadzieja, że ulica Wajdeloty wypięknieje kiedy skończy się jej remont zwany rewaloryzacją, a który w rozżaleniu nazwałam rewandalizacją.
Cierpliwie poczekajmy.deadlinedeadline

Minęło zaledwie kilka dni i dotarły do mnie nowe informacje. Same znakomite. Otóż po remoncie, Wajdeloty stanie się ulicą jednokierunkową. Głębszy oddech, więcej miejsca, szersze chodniki, na których poza stylizowanymi latarniami staną ławki!
Na deser najważniejsze: zostanie zasadzonych ponad 80 drzewek, które utworzą wzdłuż ulicy zielony szpaler. Koniec z klepiskiem!
I już zaczynam marzyć… może zagnieżdżą się tam ptaki? Może na rondzie znów zakwitnie w maju nowy, młody kasztanowiec?
A drzewka dokładnie przeliczę! Nie dam się więcej zwieść czułym słówkom Rady Miasta.
Aby do jesieni 2014 roku! Bo na jesień 2014 roku zapowiadany jest koniec remontu. Spotkam się wtedy z „moją” ulicą, usiądę na nowej ławce w pobliżu kamienicy z numerem 8 i zacznę liczyć drzewka…deadline

Cytaty

Najnowsze komentarze