Pierwszy dzień wiosny

Myśliciel

Pierwszy dzień wiosny, a ja chcę pisać o Internecie.  Wiosna, Internet – tematy skrajne.  Wydawać by się mogło, że nie mają związku.  A jednak mają.  To, że nie mogę jak dawniej cieszyć się wiosną, w dużym stopniu powoduje Internet.   Od wielu miesięcy obserwuję to narzędzie globalnej informacji, która nie wiedzieć kiedy stała się dezinformacją, w związku z czym Internet stał się właścicielem umysłów, bronią rażenia w hybrydowych wojnach, kreatorem nienawiści i jadu, co skutecznie niszczy dotąd przyzwoite stosunki między ludźmi.  Interesuje mnie zatem wpływ Internetu na ludzi, którzy się nim bezrefleksyjnie posługują.  Nie uzurpuję sobie poczucia nieomylności moich wniosków, ani ich bezwzględnej poprawności.  Zdaję sobie sprawę, że formułowane zza biurka, często oparte na obserwacji  niewielkiej populacji, nie mogą być inne.  Jednakże nie są to powody, dla których miałabym rezygnować z myślenia o tych sprawach.

Najpierw przyjrzę się tzw. mediom społecznościowym.  Sama zarejestrowałam się kiedyś do facebooka, ale zaniechałam uczestnictwa do stopnia prawie zerowego. Może raz na kwartał zaglądam tam z czystej ciekawości, aby po raz kolejny przekonać się, że moje zaniechanie było bardzo słuszne.  Co najbardziej rzuca się w oczy, to przerażająca powierzchowność kontaktów międzyludzkich.  Nawet członkowie rodziny i przyjaciele stali się „znajomymi”.  Obnażenie zainteresowań użytkowników pokazało jak często obejmują one zaskakująco małe spektrum i bywają zawstydzająco prymitywne.  W wielu obserwowanych profilach, na powierzchnię codzienności wypłynął jak szumowiny, język nienawiści, prostactwa i chamstwa.  Zauważam też, iż ubożuchny język ojczysty używany bez jakichkolwiek reguł, staje się coraz bardziej dla mnie irytujący i niezrozumiały.

Napływające z Internetu do facebooka spersonalizowane informacje (lubię politykę – mam politykę, lubię feminizm – mam feminizm, interesuję się przepisami kulinarnymi – mam przepisy itp.), okazują się pułapką. To, co wydawało się cudownym sposobem radzenia sobie z tzw. szumem (obecnie smogiem) informacyjnym, unikania wszystkiego co zbędne, co irytuje – jednocześnie utrudnia dostęp do realnego świata.  Gdzieś czytałam, że nawet internetowa wyszukiwarka może selekcjonować informacje pod kątem użytkownika. Hola, hola, to już mi się nie podoba!  Za dużo interwencji w moją prywatność.  Jednak,  w swojej przeczystej naiwności dziecięcia nie dowierzałam takiej perfidii.  Odtąd zaczęłam uważnie interesować się moją wyszukiwarką Google Chrom.

Oto co zauważyłam. Często na youtube oglądam TV niezależną z rewelacyjnymi wykładami Jerzego Zięby na temat medycyny naturalnej.  W wyszukiwarce bardzo szybko zaczęło pojawiać się okienko „Wykłady Jerzego Zięby”.  Nic nie trzeba mozolnie wpisywać, wystarczy w owo okienko kliknąć … Po kilku sprawdzeniach programu TV w Wirtualnej Polsce, myk, myk i w wyszukiwarce, wyskoczyło jak diabeł z pudełka nowe okienko „Program TV”. Podobnie było z repertuarem kin.  Tak więc Google Chrom spersonalizowany! Ta sama fraza wpisana w Google, jednemu  dostarczy informacji neutralnych lub nawet życzliwych, drugiemu zaś takich, które utwierdzą go we wrogości, nienawiści czy tylko niechęci.  I to mi się bardzo nie podoba!  Nikomu nic do tego, co ja chcę dostać z Internetu!  Nikt nie ma prawa manipulować moimi myślami i uczuciami!  Pół biedy, jeśli się nad tym szalbierstwem świadomie panuje.  Pytam – a co z bezrefleksyjnym  „mięsem armatnim”, którego liczebność można porównać z liczebnością kropli wody w morzu?

Twittera – następne medium społecznościowe – z miejsca zaczęłam unikać jak ognia.  Do oceny wystarczyły mi twity wyświetlane w telewizji.  Przeważnie pisane przez polityków, pełne delikatnie mówiąc, drastycznych, nieparlamentarnych albo wręcz ohydnych zwrotów, skondensowanych do dwóch, trzech zdań o wielkiej sile rażenia.  Co się tu dziwić brakowi inteligentnej debaty w sejmie czy na rozmaitych konferencjach, a nawet ograniczeniu sympatycznych do niedawna rozmów towarzyskich.  Ludzie już stoją na progu niemoty, ograniczającej się do czegoś bardziej przypominającego odgłosy, niż ludzką mowę. Niebawem stomatolodzy zauważą, że ich pacjentom zamiast zębów mądrości wyrastają wcale nie szczątkowe zęby jadowe.

Ot,  i takie to są moje refleksje w pierwszy dzień wiosny…

Wiosno, wiosno rozkwitaj!  Niech nowe liście i kwiaty miłosiernie zasłonią ten świat, którego ciemne strony objawiają mi się każdego dnia.  Chcę patrzeć na jasne strony – tę piękną ofertę ciągle jeszcze niezłomnej Natury.deadline

2 komentarze to “Pierwszy dzień wiosny”

  1. Przemek | 21 marca 2017 o 16:00

    Odzyskałem wiarę w malutką cząstkę ludzkości. Twoje uwagi na temat dzisiejszego internetu są bardzo trafne. Niestety to, co jesteśmy w stanie uświadomić sobie na temat negatywnych oblicz internetu, jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. Gdybym zechciał podzielić się moim stosunkiem do internetu, musiałbym stworzyć najdłuższy komentarz w dziejach świata. Obiecuję to zrobić, ale tylko na zamówienie.

    • Hania | 21 marca 2017 o 17:34

      Zdaję sobie sprawę, że poruszyłam tylko cieniutką warstwę zagadnienia. Zapewne nie poznam jego głębi. Co nieco mogę się jedynie domyślać lub przeczuwać zupełnie intuicyjnie. Kiedyś. latając samolotem obawiałam się silnej turbulencji i jakiejś technicznej usterki. Dziś, dodatkowo obawiam się włamania do pokładowego komputera lub terrorystycznego ataku. Brrr, strach o tym myśleć. A dłuższy komentarz zamawiam! I serdecznie pozdrawiam w pierwszy dzień wiosny.

Dodaj komentarz

Cytaty

css.php