W oliwskim ZOO

Wiadomości

Tego dnia pogoda była słoneczna. Na niebie obłoczki – raczej malownicze, niż przesłaniające wiosenne słońce . Dobry dzień na fotografowanie.  Myślałam, że na długi weekend ludek wyjechał do swoich letniskowych domków, ale gdzież tam!  Wszyscy wybrali się akurat do ZOO.  Dosłownie tłum.  Trudno, jak już tam z trudem dobrnęłam… Dopiero po wejściu na teren ogrodu zaczęło się nieco rozluźniać.  Nic dziwnego – teren tu bardzo obszerny i zachwycająco piękny.  Przy  tym sektor „jadlany” niemal natychmiast skupił rzesze głodnych i spragnionych. Nie na darmo unosiły się stamtąd wabiące zapachy grillowanych szaszłyków i smażonych frytek.  Resztę zwiedzających wchłonęły urocze przestrzenie – wzgórza pokryte sosnowo bukowym lasem, stawy, łączki, mostki, a w tym anturażu luźno i swobodnie utkane wybiegi dla zwierząt.

Małpiarnia.  Tam zwykle najludniej. Małpy ze stoickim spokojem obserwują ludzi za kratami.  Ludzie stroją głupie miny i wykonują jeszcze głupsze ruchy, by pobudzić człekokształtne do jakiegokolwiek działania.  Tymczasem małpy nie dają się sprowokować.  Nie ulegają presji.  To właśnie mi się w nich podoba.  Małpy nie zgłupiały – mogę spokojnie odejść.
W oliwskim ZOO nie byłam od kilku lat. Zmiany in plus kolosalne.  Zwierzęta mają większą swobodę i lepsze warunki bytowania.  Teren też wypiękniał.  Dbałość widać na każdym kroku.  Biały strychulcowy budynek znajdujący się blisko wejścia, wygląda imponująco otoczony kwitnącą jeszcze nieśmiało magnolią i wiosennym kwieciem. Między nim a skarpą porośniętą starymi bukami, urządzono urokliwą łączkę i najpewniej w celach edukacyjnych umieszczono na niej wiejskie starocie – furmankę, stare maszyny rolnicze, studnię na korbę, pompę, brzozowe korytko itp.  Łączka gęsto „posypana” stokrotkami i gdzieniegdzie żółto kwitnącym mniszkiem – sielska jak z obrazka wyjętego z bajek dla dzieci.  Szczęśliwym przypadkiem w furmance odkryłam gniazdo, a na nim gęś białoczelną wysiadującą pisklęta.  Powoli i bardzo spokojnie zbliżałam się do niej, ale kiedy uznała dystans za zbyt mały, natychmiast zaalarmowała mnie groźnym syczeniem.  Udokumentowałam spotkanie i wycofałam się powoli, aby dłużej jej nie niepokoić.

Ponad łączką, na wysokiej skarpie rosły stare buki .  Obnażony system ich korzeni biegł do dołu przez całą jej wysokość.  Korzenie wyrażały wolę życia tych starych drzew.  Konwulsyjnie splątane i splecione, przyczepione silnie do ziemi, przypominały piękną naturalną reliefową rzeźbę.  Wrażenie potęgowało górno-boczne oświetlenie – moje ulubione usytuowanie światła w fotografii.

Dalej kangury – dwa dorosłe z trójką dzieci, wygrzewały się na białym piasku jak na plaży.  Pozy rodziców zdradzały, że ani na chwilę nie usypia w nich instynkt opiekuńczy.

Dalej na pagórkach w pobliżu potoku, tam gdzie rosną stare mocne drzewa, urządzono sektor treningowy dla wspinaczy wysokogórskich – wiele drewnianych platform zawieszonych wysoko na drzewach i połączonych systemem mocnych lin.  U góry widać było małe sylwetki trenujących amatorów adrenaliny.  Krótko i dobitnie pomyślałam: no, no! i poszłam dalej.

Zrobiłam parę interesujących zdjęć:  czarnych łabędzi stojących jak bociany na jednej nodze, kaczeńców nad strumykiem, drzew nad stawem, bajecznego domku na skraju lasu, paproci pod światło (lubię!), jakiejś nieznanej mi baldaszkowatej rośliny (zamysł malarskiego tematu…) i dzików, które tu żyją i ryją w błotku, zupełnie ignorując zieleń dookoła wybiegu i popijają ze smakiem zieloną wodę z dwóch kałuż jakby to była zielona herbata, albo nawet likier miętowy …   Wyczerpałam się tym chodzeniem po pagórkach i dolinach, wyczerpał się też akumulator w aparacie. Została jeszcze do spenetrowania druga, obszerna część ogrodu, na którą zaproszę w innym terminie.

deadline

2 komentarze to “W oliwskim ZOO”

  1. Kuba | 30 maja 2015 o 20:54

    Ze sie nie odzywam nie oznacza nie pamietam. Milo widziec nowe zdjecia.

  2. Hania | 1 czerwca 2015 o 15:36

    Lubię jak Kuba się cieszy!

Dodaj komentarz

Cytaty

css.php