RSS for category: OpowiadaniaArchiwum dla kategorii Opowiadania

Kolonia robotnicza Abegga we Wrzeszczu

Rozmawiając z koleżanką mieszkającą we Wrzeszczu, usłyszałam od niej coś, co mnie zbulwersowało. Stwierdziła mianowicie, że XIX-wieczne osiedle robotnicze usytuowane w pobliżu studenckiego klubu Żak we Wrzeszczu, bezwzględnie powinno być wyburzone(!).
Przekonywałam ją bez skutku, że pomysł nie jest moim zdaniem godny realizacji, bowiem jest to zarejestrowany zabytek, który winien być nietykalny.  Jego nietykalność nie powinna podlegać dyskusji, ponieważ jest on pomnikiem miejsca, gdzie objawiło się przed laty społeczne zaangażowanie i zupełnie niezwykła troska zamożnych obywateli Gdańska o biedniejszych mieszkańców miasta.

Któż dziś, jak na przykład burmistrz Gdańska Daniel Gralath, poświęciłby własne zasoby finansowe na założenie dwukilometrowej alei wiodącej z Gdańska do Wrzeszcza?   Zakupiono i sprowadzono drogą morską z Holandii ok. 1400 holenderskich lip (każda w cenie 6 guldenów) oraz podjęto prace ogrodnicze i pielęgnacyjne.

Podobnie się stało w przypadku kolonii robotniczej.  Lekarz Heinrich Abegga na częściowe pokrycie kosztów jej budowy poświęcił również własne, wcale niemałe pieniądze.  Przecież opisanych tu akcji nie sposób nazwać inaczej jak dziełami życia owych ludzi.  Co upoważnia współczesnych do myśli o likwidacji pomników kiedyś wyznawanych wartości?  A może chęć ich niszczenia spowodowana jest wstydem, że obecna generacja jest tak daleka od tamtych humanitarnych i altruistycznych działań?

Wiedziona wyniesionym z rozmowy przykrym uczuciem bezsilności, wybrałam się do Wrzeszcza, gdzie naprzeciwko dawnych koszar na Grunwaldzkiej egzystuje XIX – wieczne zabytkowe osiedle robotnicze, o którym rozmawiałam z koleżanką.  Nieraz, przejeżdżając tamtędy autobusem, ze smutkiem patrzyłam na oznaki jego starości i zaniedbania.  Teraz jednak doszła obawa, że jeśli koleżanka zbierze odpowiednie tłumy i zorganizuje manifestację, to któregoś dnia zabytek może zniknąć tak, jak znikły łuszczące się domy na Jana z Kolna i bujny kasztanowiec na rondzie przy Wajdeloty.  Szczęśliwie zdążyłam je sfotografować, nie spodziewając się, że tak szybko moje zdjęcia staną się zdjęciami archiwalnymi…

Zacznę od paru zdań dotyczących historii kolonii robotniczej fundacji Abegga – pamiątki postępowych idei w budownictwie mieszkaniowym w XIX w.  Fundacja była pierwszą w Gdańsku nowoczesną organizacją społeczną, która próbowała zmierzyć się z probK800_IMG_5254lemami bytowymi mniej zamożnych mieszkańców. Była powołana przez znamienitych obywateli miasta, społeczników i filantropów. Założona przez znanego lekarza i społecznika doktora Heinricha Burcharda Abegga, który przeznaczył 60 000 marek na poprawę warunków mieszkaniowych robotników. Reszta funduszy pochodziła z darowizn oraz długotrwałych pożyczek. Celem fundacji była organizacja procesu budowy kolonii domków, które robotnicy mogli nabywać na korzystnych dla nich warunkach. Fundacja kupowała grunty, na których wznoszono kolonie domków wg. wzorów angielskich.  Domki miały na ogół dwie kondygnacje i zawierały od dwóch do czterech mieszkań.  W każdym mieszkaniu były dwie izby mieszkalne, kuchnia i sień ze schodami na poddasze, gdzie znajdowały się dwie izby i strych.  Przy każdym domu znajdował się niewielki ogródek. Takie domki-segmenty były łączone po dwa, przedsionkiem i klatką schodową.  Pięterko z założenia miało służyć na wynajem.  Wielkim udogodnieniem była ubikacja w obrębie każdego mieszkania, a nie na podwórku lub na korytarzu wspólna dla kilku rodzin.  W tamtych czasach nie było to dość rozpowszechnione.
Osiedlowe ulice są wybrukowane oraz położona jest instalacja wodna i kanalizacyjna.

IMG_5244     O budowie fotografowanego przeze mnie osiedla zadecydowano w 1897 roku, budowę rozpoczęto rok później czyli 120 lat temu! Nosi ono nazwę Strzyża Dolna i znajduje się obok dawnego wojskowego urzędu prowiantowego, pomiędzy aleją Grunwaldzką a torami kolejowymi. Uliczki są prostopadłe do alei Grunwaldzkiej i jest ich siedem. Nadano im wtedy nazwy upamiętniające osoby zasłużone dla fundacji. Oto obecne nazwy uliczek uszeregowane od strony Oliwy w kierunku Wrzeszcza:
Czarna, Ceglana, W.Gomulickiego, W.Pola, W.Syrokomli, Kolejarzy i Miedziana. Ulice te łączyły się dodatkową uliczką biegnącą wzdłuż torów kolejowych. Nie zauważyłam jej nazwy, lawirując z wielką ostrożnością po kocich łbach.

Mieszkania w domkach były małe. Większy pokój miał powierzchnię 12,6 metrów kwadratowych , mniejszy 9,9  zaś kuchnia około 7 .  Część powierzchni zakupionych przez fundację podzielono na większe działki i sprzedano prywatnym inwestorom pod budowę większych domów w zabudowie wolnostojącej lub bliźniaczej.  Domy te powstały przy specjalnie wytyczonej ulicy Czarnej. Były one indywidualnie projektowane i architektonicznie dużo bardziej ozdobne niż segmenty robotnicze.  Od strony Grunwaldzkiej, z którą graniczyła kolonia, zbudowano cztery większe budynki mieszkalno-usługowe. Działki te zostały również szybko sprzedane, a zysk pozwolił zmniejszyć koszty brukowania ulic osiedlowych oraz położenia instalacji wodno-kanalizacyjnej.

K800_IMG_5225     Fundacja zadbała także o potrzeby społeczne mieszkańców kolonii. W połowie długości osiedla, przy granicy z torami kolejowymi, założono plac zabaw dla dzieci wyposażony w urządzenia gimnastyczne. Przy Miedzianej powstała też biblioteka. Nie ma po tym wszystkim śladu…  Współczesna społeczność dorosłych wysiedliła dzieci z placu zabaw do przydomowych ogródków i zlikwidowała zbudowany dla nich plac, urządzając na jego miejscu „plac zabaw” dla dorosłych. Wreszcie Im też się coś od życia należy…  Na zdjęciu widać jak dobrze bawią się dorośli … Zdążyłam uwiecznić ślady dobrej zabawy zanim litościwa zieleń ukryje dowody społecznej inicjatywy.

K800_IMG_5241

Dzieci wysiedlone do ogródków dbają teraz o zwierzęta domowe, które są regularnie odżywiane i wypoczęte. W przydomowych ogródkach najlepiej mają się koty. Najedzone, z wielką lubością wygrzewają się w promieniach przedwiosennego słońca. Sierść lśni na nich, jakby była lakierowana. Ten z ulicy Syrokomli wygląda jak tygrys, a białe fibrysy widać z daleka.  Dzieci ćwiczą też z powodzeniem malarstwo naścienne za pomocą farb w sprayu.

 

Fundacja większą wagę przywiązywała do spraw socjalno – K800_IMG_5236funkcjonalnych niż estetycznych.  W związku z tym architektura budynków była raczej skromna. Proste elewacje ceglane miały niewiele ozdób.  Lekkim wysunięciem warstwy cegieł podkreślono tylko pas między kondygnacyjny i łęki nad oknami. Wykorzystano też dwa kolory cegieł: czerwony i żółty, łącząc je w elewacjach części domów dla urozmaicenia architektury.  Przedstawiona na zdjęciu  część domów przy ulicy Syrokomli ma płaszczyzny elewacji z żółtych cegieł, natomiast z czerwonych wykonane są łęki nad oknami i drzwiami, cokół oraz gzyms międzykondygnacyjny.

 

K800_IMG_5248

Większość ogródków zamieniono obecnie na słoneczne suszarnie, a okalające je mury oddzielające posesję od posesji, stały się podłożem dla artystycznych murali. Co prawda nie są to dzieła jak na wysokościowcach na Zaspie, ale zawsze coś. Od czegoś trzeba zacząć działalność artystyczną na dużą skalę…

 

K800_IMG_5261

 

 

 

Oto inny, mniej artystyczny mural młodzieżowej proweniencji.  Jak widać „artyści”, zanim osiągną sławę, muszą jeszcze pokonać długą drogę – przede wszystkim intelektualną…

 

 

K800_IMG_5221

 

Na następnym zdjęciu, w jego prawym dolnym rogu, można zauważyć trzy wielkie białe torby na gruz. Świadczą one o kapitalnym remoncie w domku kolonijnym oraz o tym, że niektórzy mieszkańcy chcą odbić się od dna zaniedbania i biedy robotniczej kolonii. Trzeba mieć nadzieję, że za nimi pójdą inni.
W głębi widać tył domu na ulicy Czarnej, jeden z indywidualnie projektowanych i szybko sprzedanych inwestorom na samym początku zabudowy kolonii. Tynk z budynku odpada, a on sam jest zawstydzająco zaniedbany. Myślę, że gdyby domki robotniczej kolonii były kiedyś otynkowane, dziś wyglądałyby jak ten chory na łuszczycę dom.

 

Wycieczka na kolonię Abegga, to był mój hołd dla twórców kolonii – ludzi obdarzonych K800_IMG_5230niezwykłą empatią.  W tym miejscu powinnam zaapelować o renowację kolonii.  Jeśli jednak konserwator zabytków i obecni włodarze Gdańska nie zauważą tego, co ja zauważyłam, to mój apel byłby jedynie wołaniem kota na puszczy.

Kolonię od ulicy Grunwaldzkiej oddziela pas bardzo gęstych krzewów – prawdziwe królestwo wróbli.  Szaleją, świergoczą jak szalone. Czują nadchodzącą wiosnę,stąd to wielkie poruszenie.
Kiedy widzę chmarę wróbli, zwykle zatrzymuję się na chwilę, by  udzieliła mi się ta niepohamowana wróblowa radość istnienia. Przez chwilę świat wydaje mi się wtedy lepszy i piękniejszy…

 

PS.  Wiadomości na temat kolonii Abegga zaczerpnęłam z pięknie napisanej i zilustrowanej znakomitymi zdjęciami książki „Wędrówki po Wrzeszczu”  pod redakcją Katarzyny i Jakuba Szczepańskich, do której odsyłam wszystkich zainteresowanych historią Wrzeszcza.

 

deadline

Na ulicy Wajdeloty już nigdy nie zapachnie słodem…

Do niniejszego fotoreportażu na temat rewitalizacji ulicy Wajdeloty we Wrzeszczu sprowokował mnie komentarz do poprzedniego reportażu.  Rozżalony Czytelnik andy napisał:

„…i jak ma być dobrze skoro są równi i równiejsi…?  Kamienice ,  które w ramach własnych środków, wysiłkiem mieszkańców ( płacących zresztą podatki do tego samego miasta co inni) zostały odnowione lub wykonano w nich izolacje przeciw wilgoci ( bez złotówki dotacji ze strony gminy) zostaną potraktowane po macoszemu!!   Piękne kamienne stopnie nie dla wszystkich!  Miasto zaoszczędziło dzięki nam i zupełnie zlekceważyło przy modernizacji ulicy . Efekt będzie taki, że oczekiwanej jakości nie będzie, każdy zrobi lub nie , na miarę swoich możliwości ….a nowa Wajdeloty będzie jak przed rewitalizacją pełna niedoróbek i byle jaka!! Ale miasto się stara.. oj jak się stara !!!”

Czytaj dalej »

Moja nowa ulica Wajdeloty

Dostałam od znajomej pocztę na temat rewaloryzacji ulicy Wajdeloty.  Po przeczytaniu ogarnął mnie smutek. To nie rewaloryzacja lecz „rewandalizacja”, skoro wyrąbano kasztanowiec na rondzie  – jedyne drzewo ratujące zielony honor ulicy!  Bałam się tam pojechać, by zobaczyć tę masakrę.  Kiedy robiłam zdjęcia do artykułu „Moja ulica Wajdeloty”  nie przypuszczałam, że zdjęcie kasztanowca robię po raz ostatni, i że tak prędko stanie się ono zdjęciem historycznym.  Drzewa powinny umierać stojąc, w przeciwnym razie jest to eutanazja bez ich zgody czyli najzwyklejsze morderstwo – tak właśnie sobie myślałam, używając drastycznych słów.

Czytaj dalej »

Wspomnienie wigilijne

Wspomnienie powinnam rozpocząć od słów „było to dawno, dawno temu…”, tak, jak zwykle zaczynają się bajki.  Bo też tamte polskie Wigilie sprzed sześćdziesięciu z górą lat można dziś między bajki włożyć – tak się wszystko zmieniło.  Niesposób dziś wskrzesić choćby cząstki tamtej cudownej, niepowtarzalnej, rodzinnej atmosfery, która towarzyszyła nam w przedświątecznych przygotowaniach, w oczekiwaniu na magię wigilijnego stołu, choinki, prezentów,  na radość,  jakiej nie doświadczało się zbyt często w tamtych trudnych powojennych czasach.

Czytaj dalej »

Bułgarska gościnność

Niewiele pamiętam z tej podróży.  No bo cóż jest do pamiętania, kiedy tysiące kilometrów pokonuje się autem nienajlepszej klasy, „zwiedzając” przez okno mijane obiekty i widoki, które choćby najpiękniejsze w końcu   śmiertelnie nużą i usypiają.  Nawet najkrótszy i najbardziej prozaiczny postój jest wtedy ekscytujący. Jeden z nich utkwił w mojej pamięci.

Czytaj dalej »

Powspominajmy kochanieńki

We wszystkich wilniukach jakich znam, tkwi pociągająca, nieprzebrana bujność kresowej natury.  Mają oni pewne cechy wspólne – cudowną miękkość i czułość uczuć pomieszaną z twardą nieustępliwością w dążeniu do realizacji raz postawionych celów oraz niezwykłe wprost poczucie sprawiedliwości i uczciwości.  Natury to często emocjonalne i wybuchowe, ale szerokie, gościnne, pracowite, rzetelne i odpowiedzialne.  Rodzina jest dla nich wszystkim co w życiu najważniejsze i warte zabiegów, w niej jedynie realizują pełnię własnego człowieczeństwa.

Czytaj dalej »

Zapach sfermentowanej pomarańczy

Ulica Dworcowa we Wrzeszczu. Po prawej stronie, idąc od dworca kolejowego w kierunku Grunwaldzkiej, stoi stara neogotycka szkoła, zbudowana z czerwonej cegły. Zaraz po wejściu, czuję okropny, wiercący w nosie zapach brunatno-czarnego „pyłochłonu” , którym nasączone są deski podłóg na korytarzach i w sali lekcyjnej, do której właśnie zmierzam.

Czytaj dalej »

Stary Wrzeszcz odchodzi

Kiedy z telewizji dowiedziałam się o burzeniu starego, poczciwego pedetu we Wrzeszczu (PDT to skrót nazwy Powszechny Dom Towarowy) , natychmiast tam pojechałam.

Czytaj dalej »

Strefa skowronków

ObrazekCzasem nieświadomość chodzi w parze z głupotą.  Taką właśnie parę tworzyliśmy tego dnia. Owa konkluzja przyszła mi do głowy dopiero po wylądowaniu.

To było wtedy, gdy gdańskie lotnisko pasażerskie i aeroklub mieściły się na peryferiach Wrzeszcza, tam, gdzie obecnie blokowisko spółdzielni mieszkaniowej „Rozstaje” otacza dawny betonowy pas startowy, a pozostawione hangary zamieniono na supermarket.  Jedynie nazwy ulic – Startowa, Pilotów, Żwirki i Wigury przypominają dawne przeznaczenie tych terenów.

Czytaj dalej »

I tak to się zaczęło…

Zupełnie nie pamiętam momentu kiedy to  się  zaczęło.   Zapewne wszystko w życiu przychodzi i mija w  sposób ciągły i niezauważalny.  Chyba, że jest to kataklizm, który spada na nas nagle i boleśnie. Od dziecka rysowanie i malowanie bardzo mnie pociągało, ale świat miał w sobie tyle tajemnic do odkrycia, że nie było możliwe zatrzymywanie się na dłużej przy jednym tylko zajęciu.  Z czasem nasączamy się wiedzą i doświadczeniami jak gąbka i wtedy wybieramy tylko najbardziej obiecujące oferty jakie podsunęło nam życie.   Zazwyczaj następuje to zbyt późno, zwykle wtedy, gdy czas zaczyna  przyśpieszać, kiedy silniej niż dotychczas odczuwamy jego przemijanie i zbliżanie się kresu życia.  Jednak przegapienie tego momentu, a co gorsze zaniechanie wejścia w nowy świat hołubionych dotąd marzeń, nie wróży nic dobrego.  Szczęśliwie wyposażona jestem we właściwość ciekawości świata oraz kultywowania swoich pasji.  To ona uratowała mnie od destrukcyjnej bezczynności w okresie po zakończeniu pracy zawodowej.

Czytaj dalej »

Page 1 of 3123

Cytaty

css.php